...od czasu gdy napisałam swój post już tu nie wchodziłam, by znów się nie rozpisać na JEGO temat... i dopiero teraz przypadkiem zobaczyłam, że był tu poruszany temat mojej osoby, mojej żałoby i moich operacji plastycznych...
Moki
chciałabym żebyś wiedziała, że wygląd zewnętrzny nie jest dla mnie ważniejszy niż utrata najbliższego mi człowieka... a wywnioskowałam z Twojej wypowiedzi, że właśnie ja tak się zachowuję... nawet nie mogę sobie wyobrazić, że może być człowiek, dla którego ważniejszy może być wygląd niż smierć ukochanej osoby...
...wiesz... osobiście to nawet przez myśl by mi takie coś nie przeszło jakbym przeczytała, że jakaś dziewczyna miała wypadek, zginął jej chłopak, a ją czekają teraz op. plastyczne i że jak ona może mysleć o tym po 4 i pół mies.

... no, ale charaktery są różne... to po pierwsze...
po drugie... jakby wygląd zewnętrzny był dla mnie tak bardzo ważny... to powiem Ci, że przy moich obrażeniach nie ruszałabym się z domu... bo to nie było lekkie skrzywienie nosa... to było złamanie z przemieszczeniem i zmiażdżeniem kości nosa, kość nosa wyszła do tego na wierzch przebijając skórę, rozerwanie górnej i dolnej wargi z ubytkiem tkanki włącznie, pęknięcie oczodołu i kości policzkowej, wieloodłamowe złamanie szczęki z wybiciem górnej 1 i 2 i zmiażdżeniem kości, wieloodłamowe złamanie żuchwy z wyłamaniem wyrostka zębodołowego na odcinku jedynek i dwójek czyli na chłopski rozum tłumacząc... cała część żuchwy z jedynkami i dwójkami została wyłamana ze swojego miejsca... pomijam już takie drobnostki jak złamanie otwarte czy odcięcie ucha... jak sama widzisz to nie było stłuczenie kolanka... a mimo to, nie było krępujące dla mnie odwiedziny wszystkich znajomych, którzy poznali, że to ja, jedynie po głosie... lub gdy trzy tygodnie po wypadku poszłam do szkoły, bo miałam jeszcze 3 egzaminy do zdania w sesji i chciałam je zdać, bo mój Miś był zawsze dumny z tego co robię i cieszył się z każdej mojej oceny i zaliczonego egzaminu i nawet tym razem nie chciałam go zawieść... i nie robiło to na mnie żadnego wrażenia, że cała szkoła na mnie patrzy... że mam głowę jak balon, spuchniętą, posiniaczoną, poszytą, zaszynowaną całą szczękę, powybijane zęby...
...bo wiesz... dla mnie się liczy to co mam w głowie, a mam tylko JEGO dzień po dniu...minuta po minucie i tylko JEGO mam w sercu, a nie to jak wyglądam... i nie ma znaczenia, że uśmiech się pojawia czasem na mojej twarzy, to tylko uśmiech, krótka chwila... we mnie nie ma radości życia...
...ale tak się niestety złożyło, że los chciał, żebym przeżyła ten wypadek... i Moki ja po prostu muszę dalej żyć czy mi się to podoba czy nie...
po trzecie... to był wypadek samochodowy, a w związku z tym ubezpieczalnia wypłaca mi z OC sprawcy odszkodowanie za cierpienia fizyczne, psychiczne, za wszelkie doznane krzywdy, niemożność podjęcia pracy przez cały okres leczenia... a to leczenie nie będzie trwało miesiąc... to już trwa pół roku, a potrwa jeszcze przynajmniej półtora... i po prostu może się nie orientujesz jak to jest u nas w Polsce w ubezpieczeniach komunikacyjnych... o wszelkie roszczenia, zwrot kosztów leczenia, operacji i itp. możesz wystąpić do ubezpieczalni dopiero
po zakończeniu leczenia, a jak pisałam ja nie zakończę leczenia w miesiąc, a czas na zgłoszenie w ubezpieczalni szkody osobowej jest określony i nie jest wieczny i po prostu muszę przed jego upływem zdążyć z wszystkimi zabiegami...
Nie mam pretensji do Ciebie, nie uraziłaś mnie, bo rozumiem to, że ludzie są różni, różnie myślą, mają różne charaktery...
...ja mam taki charakter, że po prostu nawet nie śmiałabym napisać takiej aluzji w sytuacji, kiedy tak naprawdę nie ma się zielonego pojęcia o tym jak to jest i co się czuje...
Pozdrawiam...