Co Cie przy nim trzyma?Kochasz go za coś,za co? jaki on jest?co w nim kochasz?
Z doświadczenia wiem jak cięzko w miłości iść za głosem rozsądku,podczas gdy ślepe serce jak na złość kaze nam postepować wg jego "widzimisie"...Wybierając drogę serca i uczucia w tym przypadku( a wiec w przypadku,kiedy mezczyzna nie szanuje kobiety)-tracimy wlasną godność i honor.Druga osoba zniewala nas uczuciem,jakie do niej zywimy.. Milosc jest tak silna,ze nie potrafimy powiedziec"dosyć ",nawet jeśli coś nas boli,jeśli cierpimy,jesli ta druga strona zadaje nam bol.Znosimy to wszystko,bo uczucie jest silniejsze.A co kryje sie za tym słowem "uczucie"? W tym momencie musiałabys sobie odpowiedziec na pytanie dlaczego tak bardzo go kochasz i za co?Cos Cie musi w nim pociagac.I nie chodzi mi o fizycznosc wyłącznie,co jest oczywiste.To coś,co Cie w nim pociąga,jest na tyle silne,ze nawet zdrowy rozsądek nie jest w stanie tego przezwycięzyc.
Wybierając droge rozsądku,a wiec po uświadomieniu sobie tego,ze nie chcesz by Twoja godność została deptana,nie chcesz zyc z kimś,kto nie potrafi Cie szanowac,kto nie stara sie dla Ciebie,komu zwyczajnie na Tobie nie zależy-w rezultacie odchodzisz..Żałóżmy wiec,ze mimo dokonania tej słusznej na chłopski rozum decyzji- - masz równiez świadomość,żal i smutek w sercu,wiedzac,ze po podjęciu takiej a nie innej decyzji-mimo zysku na poczuciu szacunku do samej siebie-tracisz tym samym wszystko to,dla czego serce w poprzedniej sytuacji- skazywałoby Cie na cierpienie.Coz jednak...albo rybki,albo akwarium...
I w tym momencie trzeba byłoby sobie odpowiedziec na pytanie- co jest dla mnie ważne i wazniejsze?gdzie jest sens?czy w ogóle jest?czego potzrebuję i czego chcę bardziej? czy tego,by byc szanowaną,by zachowac godność i honor, czy moze mimo wszystko związku z toksycznym facetem,z którym z jakichs sobie wiadomych powodów nie potrafię się rozstac.
Wybaczcie jezeli napisalam to niezrozumiale.Szczerze mowiąc jestem po takiej imprezie,ze ledwo patrzre na oczy.Mozg tez mi pracuje tylko czescią siebie.
W kazdym razie Megi- to,co piszesz w postach o zachowaniu swojego mężczyzny, jego słowach i uprzedzeniach co do kobiet,jako istot z natury "złych i niewiernych"- dla mnie swiadczy o jednym-on Cie nie kocha.I albo boi Ci sie o tym powiedziec,bo np nie chce Cie zranic,albo gra na zwłokę,bo tak mu wygodniej. Ja na razie rozumuje w ten sposób,ze jezeli jedna osoba kocha te drugą i chce z nią byc- wtedy robi wszystko,by to osiągnąć.Robi wszystko,by uszczesliwic te ukochana osobe.Natomiast czytając Twoje posty, odnosze wrazenie,ze Twoj mezczyzna zamiast dozyc do tego,by Cie uszczesliwic,-on ciagle ma jakies obawy i opory.No dla mnie to ewidentnie brak milosci i uczucia z jego strony.I albo musi byc mlody,albo niedojrzaly,by tak generalizowac..tzn.wkladajac wszystkie kobiety do jednego worka...
hmm....no to sie niezle przy nim ucierpisz...tzn ja to porownalabym Wasze relacje do nalogu.On jest Twoim nalogiem,ktory z jednej strony daje Ci przyjemnosc,bez ktorego nie mozesz sie obejsc,ale tak naprawde niszczy Cie i zniewala..
Przepraszam Cie Megi,jesli w czymkolwiek,co napsialam powyzej-urazilam Cie w jakis sposob.Na pewno nie zrobilam tego zlosliwie.Po prostu powiedzialam co o tym wszystkim sądze i przyznaje,ze moge sie mylic,poniewaz tak naprawde nie znam Waszej sytuacji i Waszych relacji od A do Z. Takze wybacz,ze sie tu mądrze
pozdrawiam cieplo;)
P.S.Boze , zmianiam tego posta po raz 4,bo ciagle jeszcze coś dopisuje,mam nadzieje,ze tym razem po raz 4 i ostatni.A chcialam powiedziec jeszcze tyle,ze zachowanie Twojego mężczyzny- wg mnie jasno daje do zruzmienia,ze nie jestes kobietą,z którą on chciałby byc.Megi,wiem,ze te słowa mogą boleć,ale bez sesnu wg mnie jest to,ze oszukujesz samą siebie.Z tego,co piszesz-IMHO wynika, ze to nie Ciebie chce ten facet.I nie usprawiedliwiaj go.Gdyby chcial-zabiegałby o Ciebie, a nie zasłaniał sie tym,czy owym.










