ja oblałam 3 razy, na 4 podejście nie poszłam, to było 2 lata temu, jeśłi pójdę nastęny raz to wyłącznie jeśli zapłacę wcześniej za zdany egzamin. niestety, ja sobie zdaję sprawę jak można jeździć po 30 godz lekcji, czy nawet jeśłi weźmie więcej, no ale to jest kilkadzisiąt godzin zaledwie. i kubicą mało kto jest po takim czasie ćwiczeń..
za pierwszym razem (zdawałam już na nowych zasadach) teorię zrobiłam w 2 minuty, wyszłam, czekam na praktyczy - 3 godz. myślałam, że jajko zniosę.. na praktykę byłam ostatnia, z założeniem że nie zdam, bo za pierwszym NIKT na samym początku tych nowych zadad zwyczajnie wtedy nie zdawał. oblał mnie na łuku, już nie pamiętam za co - najechanie na linię czy coś - przejechać nie można, a nie najechać, no ale pierwsze podejście, wiadomo, nie kłóciłam się bardzo.
drugie - na mieście rzekomo nie skorzystałam z pierszeństwa na równorzędnym - niebardzo miałam jak to zrobić, bo facet mi z przeciwka skręcał przed maską, i gdybym na środku skrzyżowania nie zahamowała to rozwaliłabym im auto (z perspektywy czasu żałuję że tego nie zrobiłam, co zresztą mi egzaminator zasugerował po egzaminie - "trzeba było jechać i koniec").
trzecie - kazał mi powtarzać łuk (w ogóle już przy pokazywaniu świateł myślał że mnie zagnie i nie będę wiedziała gdzie jest światło stopu - ręce opadają) i przy powtórce pachołek który jest za linią na kopercie jak już się tyłem wjeżdża był a przodu linii a powienien być za nią - przy zewnętrznych krawędziach linii - przynajmniej na 3 pozostałych stanowiskach tak były - egzminator mi przesunął ten pachołek w środek koperty żeby zderzal dotknął go (nie przewrócił) i to była podstawa do oblania

oczywiście zrobiłam awanturę, ale z tyłe rzekomo kamer nie ma, a zdanie egzaminatora jest decydujące bla bla bla - skończyło się tak, że mogłam sobie zdawać jeszcze raz, ale nie poszłam.
i w życiu nie pójdę. chyba że jak napisałam, uda mi się przekręt załatwić - mam gdzieś co kto o tym sądzi, jeśli inaczej się nie da to trudno, będę musiała się na coś takiego zgodzić
mnie te egzaminy bardzo wiele kosztowały, to był tak masakryczny stres, jak nigdy przed niczym.. żadne matury, egzaminy na studiach etc nie powodowały we mnie takich leków jak ten. ja przez 3 dni przed każdym (2,3,4 podejściem, na ostatnie w końcu nie doatrałam bo psychicznie wysiadłam po prostu) brałam dość silne leki uspokajające, bo nie mogłam jeść, spać, ręce mi się telepały jak w gorączce i ogólnie - nie jest na dzień dziesiejszy dla mnie warte takich kosztów to durne prawko.
natomiast uważam, że jeśli teraz takie cyrki robi się z egzaminami - to na takich samaych zasadach powinno się powtarzać egzaminy osobom, które już ileś czasu jeżdzą - twierdzi się, że egzaminy powinny być trudne żeby odrzucać słabo jeżdżących - dziwne, że ci którzy już jakimś cudem prawko uzyskali mogą jeździć jak ostatnie sieroty i stanowić zagrożenie dla innych, a początkujących z automatu się skreśla. wrrr
