Ahhh moze ja cos napisze od siebie. Od 4,5 roku jestem mezatka, mamy 2-letnia coreczke. Do slubu bylo pieknie, ladnie, po...hmmm maz pokazal swoje uzaleznienie od komputera... moze wyda wam sie to smieszne, ale mnie naprawde to dobija. Non stop komputer, gry, fora, gry... Nawet mnie wciagnal do jednej gierki internetowej, gdzie spotkalam pewnego faceta, ale o tym to pozniej. Maz mowi, ze mnie kocha, ale dla mnie sa to puste slowa. Jak placze, to nie przyjdzie mnie przytulic, tylko drze sie po mnie, ze mam sie zamknac, bo np. chce spac (oczywiscie zdarzaly sie wyjatki). Juz tyle razy rozmawialam z nim na temat okazywania uczuc i za kazdy razem mowi to samo: "postaram sie, ale wiesz, ja nie mialem w domu milosci, wiec nie wiem jak mam sie zachowac, powiedz mi co mam robic". No po takiej rozmowie przez jakis czas staram sie mu pokazac co ma robic i jak, ale ile tak mozna. On tez powinien sie postarac. Tyle razy juz to przerabialismy... Maz jest jeszcze taki hmm zapominalski, nie mysli co robi. Czuje sie jakbym miala w domu dwojke dzieci... Ostatnio byla u nas tesciowa, to rozmawialam z nia na ten temat i co mi powiedziala, ze mam za niego myslec

Ja sie jednak z tym nie zgodzilam. Powiedzcie, czy Wasi faceci tez sa tacy "dziecinni"? W sumie od jakiegos czasu juz nam sie nie uklada. Nie rozmawiamy prawie ze soba, a jak juz to sobie dogryzamy. Bylam na zabiegu powiekszenia piersi i wieczorem chcialam zeby do mnie przedzwonil, bo chcialam porozmawiac i co mi napisal, ze mozemy porozmawiac na gg

a tak potrzebowalam rozmowy... Albo co najlepsze, kilka dni temu mialam urodziny i co?- nie zlozyl mi zyczen

Ehhh czy to moja jest wina czy jego... Zawsze sie staralam, jak sie nam nie ukladalo, zeby bylo dobrze, Teraz jednak dalam sobie spokoj, bo juz nie mam sily na to. I teraz napisze o moim przyjacielu. A wiec poznalismy sie juz jakies 2 lata temu (raczej maz nas ze soba poznal na grze oczywiscie), rozmawialismy o wszystkim i tak zrodzila sie przyjazn. Teraz od jakiegos czasu przeszlo to w glebsze uczucie. Ja mieszkam w Uk on w PL, wiec czeste spotkania odpadaja, jednak czesto rozmawiamy i piszemy ze soba. Im dluzej sie znamy, tym bardziej widze, jak pasujemy do siebie. Nigdy nie przypuszczalam, ze moge sie zakochac w innym mezczyznie, na dodatek w mlodszym (4 lata roznicy). Juz nawet planujemy wspolne zycie, tylko nie wiem czy sie zdecyduje na taki krok. Jakby nie coreczka, to juz bym byla spakowana. Jedni ludzie mowia, zeby utrzymywac zwiazek dla dobra dziecka, a inni zeby nie. Nie wiem co mam robic. Czas leci, a zycie pod jednym dachem z mezem meczy mnie. Nie mamy juz wspolnego jezyka. Kazdy robi co do niego nalezy. Jak moja mama zapytala go czy mnie kocha, to powiedzial, ze tak i pokazujac na moje piersi powiedzial, ze to jest wystrczajacy dowod...ehhh wolalabym ich nie miec i byc kochana. On uwaza, ze wiecznie bedziemy razem, a ja zawsze mu powtarzalam, ze nie wiadomo co nas czeka i ze o zwiazek trzeba dbac.
I co tu teraz robic?........